Oczywiście się spóźniłam na spotkanie z Jorge, ale na całe szczęście zdążyłam go o tym poinformować. Spotkaliśmy się na stacji Stratford - wschodnia dzielnica Londynu, znana głównie z ogromnego centrum handlowego. Jorge powitał mnie polskim "cześć, jak się masz?", więc było to miłe zaskoczenie! Okazało się, że jest portugalczykiem, który przyjechał z Wrocławia na półroczny staż do Londynu. Dlaczego z Wrocławia? Bo na Erasmusie poznał polkę, dla której zostawił swoje rodzinne miasto i przeniósł się do Polski :-)

Wieczorem pozostało mi nic innego jak zrelaksowanie się przy piwku i dobrej muzyce. Mój host zrobił przepyszną kolację, co było miłym gestem z jego strony. Po długich i wyczerpujących rozmowach o życiu poszłam spać, żeby z rana zacząć zwiedzanie innej części Londynu.

London calling! #2London calling! #2London calling! #2London calling! #2London calling! #2

To co najbardziej zawdzięczam Jorge, to fakt, że zabrał mnie do mało znanych i odwiedzanych miejsc przez turystów. Pokazał mi inny Londyn. Pogoda była iście (nie)brytyjska, bo od rana towarzyszyło nam słońce, więc wykorzystując tę okazję udaliśmy się do pobliskiego Parku Olimpijskiego. Okazał się on ogromnym kompleksem, więc zanim wróciliśmy do mieszkania minęło kilka dobrych godzin. Widoki niesamowite a uroku dodawały charakterystyczne budki telefoniczne rozstawione przy dróżkach. Jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się do centrum by zobaczyć London Bridge, lecz nie byliśmy tam długo, gdyż ilość turystów nas przeraziła! Nie było miejsca, żeby swobodnie się poruszać, dlatego w miarę szybko wróciliśmy do mieszkania. Tego wieczoru na placu zabaw, znajdującym się przy mieszkaniu Jorge, znalazłam książkę "Wreck this Journal" (Zniszcz ten dziennik), który był w połowie wypełniony! Chyba najlepsza pamiątka, jaką kiedykolwiek przywiozłam ze sobą!!!Ostatni dzień spędziłam na zwiedzaniu "gorszej" dzielnicy Londynu, która znajduję się zaraz obok nowo wybudowanych wieżowców na Stratford. Mój host opowiadał mi, że w nocy jego dzielnica podlega ochornie, tak aby nikt z "biedniejszej" części nie podchodził bliżej. Straszne, ale prawdziwe. Pograłam tam w kosza i powałęsałam się po uliczkach? Tak upłynął ostatni dzień. Dosyć wcześnie szłam spać, bo na drugi dzień musiałam wstać o 6, żeby zdążyć na samolot do Poznania :-) Wyjazd uważam za jak najbardziej udany. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi i doświadczyłam ciekawych przeżyć. Była to moja pierwsza samotna wyprawa i chyba ostatnia, gdyż zdecydowanie bardziej wolę mieć drugą osobę u swojego boku!

London calling! #2London calling! #2London calling! #2London calling! #2